Wiedeń, Madryt – mróz, zmęczenie, bez noclegu? Po co ty tam jedziesz ?

Dzisiaj trochę inaczej. Dzisiaj post o dwóch europejskich stolicach, ale w innym kontekście. Co prawda Sylwester za nami, ale może jakaś propozycja na kolejny? Wiedeń i Madryt to miasta, w których miałam okazję przywitać Nowy Rok w sposób dla wielu może dziwny, szalony, niezrozumiały. Słyszałam opinie typu: „po co ty tam jedziesz? mróz, zmęczenie, bez noclegu … szaleństwo … jedziesz tam tylko zmarznąć”. Pewnie i tak, ale moim zdaniem wszystko zależy od tego jak podchodzimy do tematu i jak to mówią czy szklanka jest do połowy pusta czy do połowy pełna? 😉
Punkt 1. Mróz? Ok ubiorę się ciepło, zawsze można ogrzać się w jakiejś kawiarni, barze itp. 😉
Punkt 2. Zmęczenie? Pójdę na imprezę do klubu, też będę zmęczona, normalne.
Punkt 3. Bez noclegu – wyśpię się w autokarze 🙂
Punkt 4. Jedziesz tam zmarznąć – tak to prawda, swoje wymarznę, ale będę wspominać to długo z uśmiechem na twarzy 😀

Wiedeń – Sylwester – Silvester

Człowiek nie może odkryć nowych oceanów dopóki nie znajdzie odwagi, żeby stracić z oczu brzeg
André Gide- 

31 grudnia: podczas, gdy wiele osób szykuje kreacje, makijaż, fryzury, my zabieramy (mało imprezowe) swetry, czapki, najcieplejsze jakie tylko mamy kurtki i wyruszamy autokarem z Katowic, jest godzina około 5 rano. W okolicach godziny 11 jesteśmy już w Wiedniu. W planie było zwiedzanie z przewodnikiem, a później zabawa na wiedeńskich ulicach i powrót do domu. Niestety Pani przewodnik okazała się być mało zachęcająca do tego, by jej słuchać, dlatego postanowiłyśmy się dyskretnie oderwać od grupy i po prostu poznawać Wiedeń na własną rękę. Wiadomo Wiedeń piękny: spacer pośród zabytków oraz budek z grzanym winem i wurstem, a także liczne kawiarnie z najrozmaitszymi słodkościami obok, których nie można przejść obojętnie, co chwilę ktoś nas zachęca na kupienie kiczowatych gadżetów sylwestrowych, a wszystko w klimacie świąt, choinek i zbliżającego się Nowego Roku.

Z każdą godziną coraz chłodniej, ale atmosfera w mieście nas rozgrzewa. W różnych punktach Wiednia porozstawiane są sceny, a na każdej z nich muzyka innego rodzaju: muzyka klasyczna, rock, pop, a parę kroków dalej scena z Dj i muzyką klubową. Każdy znajdzie coś dla siebie. Aby móc przetrwać momenty kryzysowe nie pozostało nam nic innego jak tylko bawić się i tańczyć pod sceną, przy której akurat udało nam się być. Okazało się, że w pewnym momencie atmosfera była tak gorąca, że można było śmiało pozbyć się grubych czapek ….i tak w towarzystwie muzyki, ludzi z całego świata oraz grzanego wina upływał nam czas na wiedeńskim sylwestrze.

Punkt 5. Rozładowany telefon? Przecież jest McDonald lub Starbucks, ogrzewamy się, ładujemy baterię i idziemy dalej 😀 I tak do godziny 1 w nocy  1 stycznia, kiedy to wsiadamy do naszego autokaru, po czym padnięte usypiamy od razu i wracamy do Katowic…wczesnym rankiem jesteśmy już w Polsce.
Na zdjęciu poniżej „kubki grzybki”, w które każdy uczestnik sylwestra w Wiedniu był wyposażony, a w środku ‚magiczny’ rozgrzewający napój 🙂

Madryt – Sylwester – Nochevieja

Dziś wiem, że świat można odkrywać ciągle od nowa, bo zawsze spotka się innych ludzi
– Martyna Wojciechowska – 

Tutaj sprawa wyglądała trochę inaczej, bo nocleg był (teoretycznie). Do Madrytu wybrałyśmy się jakieś 2 dni przed Sylwestrem. Madryt był jednym z punktów naszego hiszpańskiego tripu (Cáceres – Salamanca – Segovia – Madryt – Barcelona). Po wizycie w Segovii i Salamance, zarezerwowane miałyśmy dwa hostele w Madrycie (2, bo nie udało nam się znaleźć wolnych miejsc w 1 hostelu na te kilka dni pobytu w stolicy Hiszpanii). 1 stycznia miałyśmy przenieść się do drugiego hostelu, a więc znowu zwiedzanie miasta, zabawa na Puerta del Sol, jemy 12 winogron*  wsłuchując się jednocześnie w 12 las campanadas, czyli bicia zegara na Puerta del Sol (najsłynniejszy plac w Madrycie, z którego transmitowana jest relacja na żywo w każdej hiszpańskiej tv).
* W Hiszpanii jednym ze zwyczajów jest zjedzenie 12 winogron mających zapewnić szczęście na cały rok.
Nie jest tak zimno jak w Wiedniu, ale kurtki zimowe, czapki i rękawiczki obowiązkowo. Na Puerta del Sol bawimy się z grupą  osób z Polski, Kolumbii, Brazylii no i oczywiście Hiszpanii. Jednak to, co mnie zdziwiło to fakt, że Sylwester w Madrycie tzw. masówka nie wyglądała jak to w Polsce bywa z koncertami zespołów z całego kraju i aktualnie będącymi na topie ‚gwiazdami’. W Madrycie wszyscy po prostu zebrali się na Puerta del Sol i czekali na bicie zegara popijając to, co ze sobą przynieśli i integrując się z innymi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Około godziny 1:00 koniec imprezy na Puerta, grupą około 10 osób idziemy do pierwszego napotkanego klubu, by kontynuować świętowanie. Zmęczenie daje się we znaki. W końcu udaje nam się znaleźć miejsce w niewielkim klubie, w którym klientami okazali się być między innymi …. emeryci z Andaluzji świętujący sylwestra w Madrycie 😀 przesympatyczni staruszkowie, którzy bez problemu wczuli się w klimat imprezowy bawiąc się razem z nami 😀 tak bardzo nas polubili, że żegnając się z nami gorąco zapraszali nas do siebie do Andaluzji … było to niezwykle urocze 🙂 Ok, koniec imprezy, idziemy do  hostelu nr 2. Podchodzimy do recepcji, informujemy o naszej rezerwacji (przypominam jest 1 styczeń, godzina ok 3:00 w nocy), na co otrzymujemy odpowiedź: „Owszem macie rezerwacje na 1 stycznia, ale przyszłego roku” . Chwila milczenia na dojście do siebie i przetworzenie informacji… ok, nie jest dobrze 😉 Podobno podczas rezerwowania wystąpił błąd w systemie 😉  Na szczęście były dwa wolne łóżka w pokoju 8 osobowym (poprzedni hostel – nocleg w pokoju 14 osobowym). Poza tym pracownicy hostelu okazali się być niezwykle uprzejmi, zrozumieli naszą sytuacją pozwalając nam na odpoczynek na kanapach recepcji w oczekiwaniu na pokój, dając nam nawet koce dzięki czemu nie zmarzłyśmy.  Punkt 6:  Nie mamy noclegu, ale spotykamy cudownych ludzi, którzy starają się rozwiązać problem i którzy nie pozwalają nam zmarznąć dzięki przyniesionym specjalnie dla nas kocom (mimo, że ich o to nie prosiłyśmy).
OLYMPUS DIGITAL CAMERAJak widać życie płata nam różne figle, stawiając nas w sytuacjach, których byśmy się nigdy nie spodziewali (bo przecież mamy wszystko zaplanowane), szczególnie podczas podróży. Ale w tym właśnie tkwi urok podróżowania dostarczającego nam zdrowej dawki adrenaliny.

Wszystkie te historie, wybory i zdarzenia: ‚zamarzanie’ w Wiedniu zamiast eleganckiej zabawy sylwestrowej w ciepłym hotelu, klubie czy domu, jedzenie w szalonym tempie 12 winogron w centrum ogromnego miasta pośród tłumu ludzi, brak noclegu, pomoc pracowników hostelu, czy nawet impreza z hiszpańskimi staruszkami to historie, jak widać często przypadki, których nie zamieniłabym na nic innego. Wszystkie te rzeczy to elementy podróży, których często nie da się zaplanować, a które będę pamiętać bardzo bardzo długo.

A na koniec cytat osoby, która zawsze dawała mi ogromne inspiracje, by sięgać marzeniami poza granice naszego kraju, a to za sprawą jej książek, realizowanych programów oraz autentyczności, prezentowanemu podejściu do życia i nastawieniu do ludzi różnych narodowości i kultur … spotykanych gdzieś NA KRAŃCU ŚWIATA 😉

Nigdy nie odmawiaj zaproszenia. Nigdy nie opieraj się nieznanemu. Po prostu otwórz się na świat i napawaj przeżyciami. A jeśli się sparzysz? Cóż, trudno… Pewnie nie na darmo. 
Martyna Wojciechowska
Hasta pronto! Bis später!
Marti
 
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s