Napoli – LOVE or NOT? Zdobywamy Wezuwiusza!

Napoli, Neapol – jakie są wasze pierwsze skojarzenia? przypuszczam, że u większości z was pojawia się pizza. Nic bardziej mylnego! Mówi się, że najlepsza pizza to ta z Neapolu, nie bez powodu. To tutaj były otwierane pierwsze pizzerie, a słynna Pizza Margherita powstała dzięki królowej Włoch, dla której została specjalnie przygotowana przez jednego z włoskich kucharzy w Neapolu. To co znajduje się na marghericie nawiązuje oczywiście do barw włoskiej flagi, tj. czerwony (pomidory), biały (ser mozzarella) oraz zielony (bazylia). Zanim pojechałam do Włoch, jakoś specjalnie nie zachwycałam się margheritą. Zawsze decydowałam się na nią w drodze wyjątku, sos pomidorowy trochę sera i jak się uda to można było znaleźć bazylię. Włochy zmieniły moje nastawienie do margherity o 180 stopni przez co obecnie jest to pizza, na którą bardzo często decyduję się będąc we Włoszech. Oczywiście trzeba uważać na miejsca typowo turystyczne, gdzie króluje przekonanie „turysta zje wszystko”, ale jak już znajdziemy odpowiednie miejsce to….hm zobaczcie sami:
IMG_6706.jpgOk, czyli po pierwsze: będąc w Neapolu koniecznie należy zjeść pizzę. 

Wracając do samego miasta jakim jest Neapol. Tak jak w tytule postu, według mnie Napoli albo się kocha albo nienawidzi. Jeśli o mnie chodzi, szczerze powiedziawszy raczej nie jest to miasto, które umieściłabym na swojej liście miejsc, do których jakoś specjalnie chciałabym powrócić. Ale od początku. Do Neapolu trafiłam po około tygodniowym pobycie w Rzymie. Poleciałam do Rzymu, ale wracałam już do Katowic z Neapolu. No i tak: kto był w Rzymie, ten wie, wszystko pięknie, ładnie, eleganckie kawiarnie itd. tydzień minął, jedziemy pociągiem do Neapolu. Pierwsza moja myśl, gdy wysiadłam z pociągu „rany, co my tutaj robimy i dlaczego?”, aha zapomniałam dodać, że pogoda wtedy nie należała do najlepszych: pochmurno, deszcz, burza itd…czułam się jak gdybym grała rolę w jakimś horrorze. Na dworcu grupa ludzi grająca w piłkę, oprócz próby ogarnięcia miasta, musiałam też patrzeć czy przypadkiem strzał nie leci w naszą stronę…wychodzimy z dworca i… jeśli ktoś słyszał o tym, że Napoli jest pełne śmieci, potwierdzam!!! od razu przypomina mi się para staruszków siedzących na murku w centrum miasta, którzy po zjedzeniu tego, co mieli zjeść bez żadnego problemu po prostu rzucili papier, serwetkę i wszystko co im zostało po zjedzeniu tego, na chodnik. Tutaj muszę postawić jedno wielkie ALE!! ‚ale’odnośnie mieszkańców Neapolu. Otóż, faktycznie miasto samo w sobie wzbudziło we mnie lekkie przerażenie, jednak ludzie wręcz przeciwnie, okazali się być niesamowicie życzliwi. Już na początku, gdy ta sama para staruszków zobaczyła nas (biedne zagubione turystki szukające hostelu), podeszła do nas i starała się ze wszystkich sił nam pomóc (wtedy jeszcze mój włoski to wyuczone zdania, gdzie iść, w lewo, prawo itd), generalnie było to bardzo miłe z ich strony, bo na prawdę starali nam się pomóc i im się udało. Później jeszcze wielokrotnie zdarzyło nam się pytać o coś i zawsze otrzymałyśmy pomoc. Np. gdy szukałyśmy supermarketu, powiedzmy, że zrozumiałyśmy MNIEJ WIĘCEJ gdzie iść. No właśnie ‚mniej więcej’ 😉 Kobieta, którą pytałyśmy o drogę, gdy tylko zobaczyła, że skręciłyśmy w złą uliczkę specjalnie za nami pobiegła, by nam o tym powiedzieć i nawet sama nas zaprowadziła na miejsce 🙂 Generalnie moje wspomnienia z Neapolu to miłe spotkania i próby komunikowania się z jego mieszkańcami poprzeplatane z chęcią powrotu do hostelu zanim zrobi się ciemno.  Innym przykładem jest pan pracujący w kiosku i nasze próby komunikacji w języku włoskim, angielskim, hiszpańskim, by kupić odpowiedni bilet na pociąg. My nie rozumiałyśmy jego włoskiego, a on naszego angielskiego ani hiszpańskiego 😀 Mogłaby powstać z tego niezła komiedia 😀 Suma sumarum (do tej pory zastanawiam się jakim cudem) dogadaliśmy się 😀 Czyli po drugie: nie bójcie się zapytać o pomoc, czy po prostu zagadać do ludzi nawet jeśli nie znacie włoskiego, a oni angielskiego! to na prawdę super doświadczenie, a czasem niezła frajda 🙂

Na zdjęciach powyżej: Piazza Plebiscito oraz Piazza Dante ze statuą Dantego Alighieri. W mieście jest bardzo dużo do zobaczenia (tylko szkoda, że wiele budynków jest zaniedbanych). W każdym razie Neapol to również: Muzeum Archeologiczne, Pałac Królewski, Katakumby San Gennero, Museo di Capodimonte (muzeum sztuki wybudowane przez Karola Burbona), port, zamek Castel Nuovo:

no i oczywiście górujący nad miastem wulkan WezuwiuszGdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że wejdę na wulkan i będę stać przy samym jego kraterze, pomyślałabym „no way”. Jednak udało się. Jeżeli już jesteśmy w Neapolu bardzo łatwo jest zorganizować sobie samemu wizytę na Wezuwiuszu:

Plac Garibaldi –> Circumvesuviana –> pociąg w kierunku Sorrento –> wysiadamy na Ercolano –> kupujemy bilet na busa, który podwiezie nas pod sam wulkan (jeżeli dobrze pamiętam około 10 euro) –> kierowca powiadamia nas, że mamy 1,5h na wejście i zejście, by wrócić z powrotem tym samym busem, później bilet traci ważność

Samo wejście na wulkan nie powinno sprawić trudności nikomu, na początku jest trochę stromo, ale tylko przez chwilę. Samo wejście trwa około 20/30 minut, zależy od tempa. Co ważne: obuwie! żadnych sandałów, ani japonek. Byli tacy, którzy zapomnieli, że to wulkan i że raczej nie będą wchodzić po zielonej trawce. Czyli po trzecie: wejść na Wezuwiusza. 

Po lekkiej wspinaczce dotarłyśmy do krateru ciągle czynnego wulkanu. Wezuwiusz zdobyty!!!

Co do Wezuwiusza: aktywny wulkan Europy (1281 m n.p.m), z którym związana jest historia miasta Pompeje zniszczonego przez wulkan. Ostatni duży wybuch miał miejsce w 1944r. Podobno Vesuvio zaliczany jest do pięciu najbardziej niebezpiecznych wulkanów świata. Przy samym kraterze czuć zapach siarki i widać punktowo wyłaniające się obłoki dymu z wnętrza krateru. Jak to mówią Wezuwiusz to drzemiąca bestia, nigdy nic nie wiadomo. To co niezmienne to niesamowity widok na Zatokę Neapolitańską, przy dobrej pogodzie można zobaczyć Capri.

Jak widać Neapol można kochać i jednocześnie nienawidzić. Uwarunkowane jest to wieloma względami. Na pewno nie jest to miejsce, które pozostawia puste doświadczenie i o którym da się zapomnieć. Zachwyca i przeraża jednocześnie, ale może to właśnie w tym tkwi jego urok? Aha i na koniec po czwarte: uwaga na motocyklistów i kierowców 😉 Napoli to miasto, w którym nie obowiązują zasady czerwonego, zielonego światła. Czerwone światło jest traktowane jako ‚pomocnicze’, może czasem powinno się zwolnić, bo może akurat ktoś będzie przechodził przez jezdnię, ale generalnie never mind, no risk no fun ;)OLYMPUS DIGITAL CAMERAKrater drzemiącej bestii

 

Reklamy

3 thoughts on “Napoli – LOVE or NOT? Zdobywamy Wezuwiusza!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s