Czekolada, torta al testo i święty z Asyżu

Właśnie wróciłam z Włoch i dlatego chciałabym podzielić się z Wami moimi wrażeniami z kolejnego regionu, który udało mi się odkryć tym razem. Tym regionem jest UMBRIA.
Na początek kilka słów o Umbrii: Nazwa pochodzi od starożytnego ludu Umbrów. Umbria położona jest w centralnej części kraju ze stolicą w Perugii. Region graniczy z Toskanią dlatego bardzo łatwo można tutaj dotrzeć np. z Florencji (około 1h 50 minut samochodem).
Pierwszym punktem docelowym była Perugia. Przez całą drogę z Florencji do Perugii mogłam podziwiać piękne widoki, zielone wzgórza oraz góry. Po drodze mijaliśmy również pewne jezioro, ale o tym później.  Kiedy już znaleźliśmy się w Perugii, zdałam sobie sprawę, że jestem w raju. Dlaczego? Bo Perugia pachnie czekoladą 😀 począwszy od hotelu, gdzie szafa wyglądała jak gigantyczna tabliczka czekolady, a przy recepcji stała wanna z ogromnymi czekoladowymi bryłami…nie mogło być lepiej 😀 Przy okazji, to właśnie stąd pochodzą słynne włoskie baci perugina.

Słodkości Perugii można spotkać na każdym kroku, dzięki licznym sklepikom, cukierniom i kawiarniom, których czekoladowe specjały można podziwiać w witrynach. Co więcej w mieście każdego roku odbywa się tzw. Eurocholate, czyli festiwal czekolady, podczas którego czekolada jest prezentowana w różnej postaci, włączając czekoladową pizzę czy makaron. W tym roku festiwal przypada na 14-23 października. Dla miłośników jazzu w Perugii odbywa się jeden z ważniejszych festiwali tej muzyki Umbria Jazz Festival. 
Spacerując po mieście, moją uwagę zwróciło to jak jest ono położone. Otóż do starego miasta prowadzą ruchome schody, natomiast na dole znajdują się nowoczesne budynki głównie banki, hotele, firmy itd. Wszystko co najlepsze w mieście znajdziemy dzięki krótkiej przejażdżce schodami w górę. Głównymi miejscami, które należy odwiedzić są: Piazza IV Novembre, Katedra San Lorenzo i Fontanna Maggiore, Palazzo dei Priori czy renesansowa twierdza Rocca Paolina.

Drugiego dnia po niezwykle bogatym umbryjskim śniadaniu, podczas którego nie zabrakło oczywiście czekolady wyruszyliśmy do Assisi (przekornie nazywanym przez nas Anono 😉 )  

Asyż
Asyż

Głównym celem oczywiście była bazylika św. Franciszka jednak okazało się, że Asyż sam w sobie wywołał u mnie „wielkie wow”. Dojeżdżając do miasteczka mijaliśmy kicające zające, stada owiec, ptaki itd. W sumie wszystko się zgadzało, w końcu św. Franciszek był patronem zwierząt 😉 A tak na poważnie, w końcu dotarliśmy do bazyliki, na którą składają się dwa kościoły: dolny i górny. Wejście do bazyliki jest darmowe. Istnieje możliwość wykupienia „radio przewodnika” za około 5-10 euro. Gdy już znajdziemy się w środku, naszym oczom ukazują się niesamowite freski i malowidła ścienne oraz schodki prowadzące do grobu św. Franciszka z Asyżu. Jedyne co nas zdziwiło i może lekko podirytowało to, to że przy grobie można kupić świecę i jak to zwykle bywa w kościołach zapala się ją w jakiejś konkretnej intencji. Jednak nie tutaj. Okazało się, że przy wejściu do grobowca ludzie wrzucają symboliczną kwotę za świecę po czym podchodząc do grobu napotykają na tabliczkę „prosimy o niezapalanie świec, a jedynie ich złożenie do koszyka” hmmm no cóż… Tak czy inaczej bazylika piękna. Kościół górny jest zdobiony przez liczne freski przedstawiające życie św. Franciszka.

Wychodząc z bazyliki, naszym oczom ukazało się wzgórze, a na nim twierdza, do której udało nam się dotrzeć schodkami prowadzącymi na wzgórze. Wspomniana twierdza nosi nazwę Rocca Maggiore. Za niewielką opłatą można wejść do środka, zobaczyć jak wyglądało życie w średniowiecznym zamku, wpisać się do księgi oraz wejść na wieżę, a tutaj już tylko podziwiać  Assisi i jego okolice.

To na co również zwróciłam uwagę to niezwykle uprzejmi ludzie, którzy chętnie porozmawiają z każdym, opowiedzą co nie co o mieście i pożartują. Szczerze polecam Asyż nawet na jednodniowy wypad.

Wracając do Florencji, spostrzegliśmy ogromne jezioro, którego nie można było nie zauważyć i zobaczyć z bliska. Postanowiliśmy zboczyć lekko z trasy i przy okazji coś zjeść. Wspomniane jezioro to Lago Trasimeno (Jezioro Trazymeńskie). Dzięki temu, że był to słoneczny dzień, jezioro przybierało różne odcienie błękitu, niebieskiego, a nawet zielonego koloru.

IMG_20160207_151727
Lago Trasimeno
20160205_142627
Lago Trasimeno

Trzeba przyznać, że jest ono naprawdę ogromne. Wzdłuż jeziora jest wiele kawiarni, restauracji itd. W jednej z nich postanowiliśmy się zatrzymać, aby coś zjeść. Zdecydowaliśmy się na danie złożone z kilku przysmaków umbryjsko-włoskich podawanych na drewnianej desce. Był to strzał w 10! Spróbowałam umbryjskiego Torta al testo – rodzaj chlebka z farszem w środku. Oprócz tego kilka rodzajów sera (jedzonego z miodem), prosciutto, bruschetta itd. Raj dla podniebienia!!! Aha no i oczywiście do tego nie mogło zabraknąć mojego ulubionego spritza widocznego na zdjęciu poniżej. Włoskie jedzenie, spritz, błękitne jezioro i włoskie powietrze tworzą mieszankę idealną.

Wycieczka do Umbrii i wszystko to, co tam zastałam to kolejny dowód na to, że Włochy to jeden z najpiękniejszych krajów, bogaty nie tylko w piękne krajobrazy, ale i kulturę życia, jedzenia i prawdziwego smaku.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s